W pustyni i w puszczy, rozdział 18, str. 2 |
116
– Kto zamyka uszy na głos boży – rzekł z wolna, zmienionym
głosem Mahdi – jest tylko drzewem na opał.
Na to – znany ze srogości i okrucieństwa kalif Abdullahi
zabłysnął swymi reklama sms białymi zębami jak dziki zwierz i ozwał się: – Zuchwała jest mowa tego chłopca, przeto ukarz go, panie, lub pozwól, abym ukarał go ja. „Stało się!” – pomyślał Staś. Lecz Mahdi pragnął zawsze, by sława jego miłosierdzia rozchodziła się nie tylko między derwiszami, ale i w całym świecie, pomyślał więc, że wyrok zbyt surowy, zwłaszcza na małego jeszcze chłopca, mógłby zaszkodzić tej sławie. Przez chwilę przesuwał paciorki różańca i myślał, a następnie rzekł: – Nie. Te dzieci porwano dla Smaina, więc choć ja w żadne układy z niewiernymi wchodzić nie będę, trzeba odesłać je Smainowi. Taka jest wola moja. – Stanie się wedle niej – odpowiedział kalif. Lecz Mahdi wskazał mu Idrysa, Gebhra i Beduinów: – Tych ludzi nagródź ode mnie, o Abdullahi, albowiem wielką i niebezpieczną odbyli podróż, aby służyć Bogu i mnie. Po czym skinął na znak, że posłuchanie skończone, a zarazem rozkazał Grekowi, by wyszedł także. Ów, gdy znalazł się znowu w ciemnościach na placu modlitw, schwycił za ramię Stasia i począł nim potrząsać z gniewem i rozpaczą. 117 – Przeklęty! zgubiłeś to dziecko niewinne – mówił wskazując na Nel – zgubiłeś siebie, a może i mnie. – Nie mogłem inaczej – odpowiedział Staś. – Nie mogłeś! Wiedz, że skazani jesteście na drugą podróż stokroć gorszą od pierwszej. I to jest śmierć – rozumiesz? W Faszodzie febra zabije was w ciągu tygodnia. Mahdi wie, dlaczego wysyła was do Smaina. – W Omdurmanie pomarlibyśmy także. – Nieprawda! Nie pomarlibyście w domu Mahdiego, w dostatku i wygodach. A on gotów był wziąć was pod swoje skrzydła. Wiem, że był gotów. W pustyni i w puszczy, rozdział 18, str. 2 fragment 20 |
| 2008-10-17 10:12:16 |