W pustyni i w puszczy, rozdział 18, str. 2 |
Odpłaciłeś się także dobrze i mnie za to, żem się za was
wstawiał. Ale róbcie teraz, co chcecie! Abdullahi wysyła pocztę
wielbłądzią za tydzień do Faszody, a przez ten tydzień róbcie, co
chcecie! Nie zobaczycie mnie więcej!.
I to powiedziawszy odszedł, ale po chwili znów wrócił. Był
wielomówny jak wszyscy Grecy i potrzebował się wygadać. Chciał
wylać żółć, która się w nim zebrała, na głowę Stasia. Nie był okrutny
i nie miał złego serca, pragnął jednakże, by chłopiec zrozumiał
jeszcze dokładniej okropną odpowiedzialność, jaką wziął na siebie
nie posłuchawszy jego rad i przestróg.
– Kto by ci zabronił zostać w duszy chrześcijaninem? – mówił. – Myślisz, że ja nim nie jestem? Ale nie jestem głupcem. Tyś zaś wolał się popisać ze swym fałszywym bohaterstwem. Oddawałem dotąd wielkie usługi białym jeńcom, a teraz nie będę mógł ich oddawać, bo Mahdi zagniewał się i na mnie. Wszyscy poginą. A twoja mała towarzyszka niedoli na pewno! Zabiłeś ją! W Faszodzie dorośli nawet Europejczycy giną z febry jak muchy, a cóż dopiero takie dziecko. A jeśli każą wam iść piechotą przy koniach i wielbłądach, to ona padnie pierwszego dnia. To tyś tego narobił. Cieszże się teraz. ty chrześcijaninie! I oddalił się, a oni skręcili z placu modlitwy przez ciemne uliczki ku szałasom. Szli długo, gdyż miasto było rozciągnięte na ogromnej przestrzeni. Nel, zbiedzona przez trudy, głód, bojaźń i okropne wrażenia całego dnia, poczęła ustawać. Idrys i Gebhr napędzali ją, by szła prędzej. Lecz po pewnym czasie nogi omdlały zupełnie pod nią. W pustyni i w puszczy, rozdział 18, str. 2 fragment 40 |
| 2008-10-17 10:12:16 |