W pustyni i w puszczy, rozdział 19, str. 1

120 Odwiedziny u Mahdiego i rozmowa z nim widocznie nie i uzdrowiły Idrysa, gdyż w nocy jeszcze zachorował ciężko, rano był
tłumacz angielski już nieprzytomny. Chamis, Gebhr i dwaj Beduini zostali wezwani do kalifa, który trzymał ich kilka godzin i wychwalał ich odwagę. Ale wrócili w najgorszych humorach i ze złością w duszy, spodziewali się bowiem Bóg wie jakich nagród, a tymczasem Abdullahi dał na każdego po funcie egipskim i po koniu. Beduini rozpoczęli kłótnię z Gebhrem, w której o mało nie przyszło do bitki, w końcu oświadczyli, że pojadą wraz z pocztą wielbłądzią do Faszody, by upomnieć się u Smaina o zapłatę. Przyłączył się do nich Chamis, który spodziewał się, że protekcja Smaina więcej mu przyniesie korzyści niż pobyt w Omdurmanie. Dla dzieci rozpoczął się tydzień głodu i nędzy, gdyż Gebhr ani myślał ich żywić. Na szczęście Staś posiadał dwa talary z Marią Teresą, które dostał od Greka, poszedł więc na miasto kupić daktylów i ryżu.
Sudańczycy nie sprzeciwiali się wcale tej wycieczce wiedząc, że z Omdurmanu nie można już uciec i że w żadnym razie nie opuściłby małej bint. Nie obyło się jednak bez przygód, albowiem widok chłopca w europejskim ubraniu kupującego na rynku żywność ściągnął znowu gromady półdzikich derwiszów, które przyjmowały go śmiechem i wyciem. Na szczęście wielu widziało, że wczoraj był u Mahdiego, i ci wstrzymywali tych, którzy chcieli się na niego porwać. Tylko dzieci rzucały nań piaskiem i kamieniami, ale on na to wcale nie zważał. Na rynku ceny były wygórowane. Daktylów nie mógł Staś dostać zupełnie, a znaczną część ryżu odebrał mu „dla chorego brata” Gebhr. Chłopiec opierał się temu z całej siły, wskutek czego skończyło się na szarpaninie i bitwie, z których oczywiście słabszy wyszedł z mnóstwem sińców i guzów. Okazało się przy tym i okrucieństwo Chamisa. Okazywał on przywiązanie tylko do Saby i karmił go surowym mięsem. Natomiast na nędzę dzieci, które znał
przecie od dawna i które zawsze były dla niego dobre, patrzył z
największą obojętnością, a gdy Staś zwrócił się do niego z prośbą, by
przynajmniej Nel udzielał trochę pokarmu, odpowiedział śmiejąc się:
– Idź żebrać. I doszło na koniec do tego, że Staś w następnych kilku dniach, chcąc ratować Nel od głodowej śmierci – żebrał. Nie zawsze było to bezskuteczne. Czasem jakiś dawny żołnierz lub oficer egipskiego chedywa dał mu parę piastrów lub kilka fig suszonych i obiecał wspomóc go jeszcze nazajutrz.
W pustyni i w puszczy, rozdział 19, str. 1 tłumacz angielski fragment 20

2008-10-17 10:12:23