W pustyni i w puszczy, rozdział 21, str. 3

133 awanie zęby. Była godzina piąta po południu. Słońce zniżyło się już ku zachodowi. Gebhr myślał o noclegu; chciał tylko
tłumacz przysięgły dotrzeć do jakiejś dolinki, w której można by urządzić zeribę, to jest otoczyć karawanę wraz z końmi płotem z kolczastych mimoz i akacji, chroniących od napadu dzikich zwierząt. Saba biegł naprzód, poszczekując na małpy, które na jego widok rzucały się niespokojnie, i raz w raz znikał w zakrętach wąwozu. Echo powtarzało rozgłośnie jego szczekanie.
Nagle jednak umilkł, a po chwili przybiegł pędem do koni ze
zjeżoną sierścią na grzbiecie i wtulonym pod siebie ogonem, Beduini
i Gebhr zrozumieli, że musiało go coś przestraszyć, ale spojrzawszy
po sobie i chcąc przekonać się, co to być mogło, ruszyli dalej.
Lecz przejechawszy mały zakręt, zdarli konie i stanęli w jednej chwili jak wryci na widok, który uderzył ich oczy. Oto na niewielkiej skale, leżącej w samym środku dość szerokiego w tym miejscu wąwozu, leżał lew. 134 Dzieliło ich od niego najwyżej sto kroków. Potężny zwierz ujrzawszy jeźdźców i konie podniósł się na przednie łapy i począł na nich patrzeć. Nisko stojące już słońce oświecało jego ogromną głowę, kudłate piersi i w tym czerwonym blasku podobny był do jednego z takich sfinksów, jakie zdobią wejścia do starożytnych świątyń egipskich. Konie jęły przysiadać na zadach, kręcić się i cofać. Zdumieni i
przerażeni jeźdźcy nie wiedzieli, co począć, więc z ust do ust
przelatywały tylko trwożne i bezradne słowa: „Allach! Bismillach!
Allach akbar!”
A król puszczy patrzał na nich z góry, nieruchomy, jakby odlany z
brązu. Gebhr i Chamis słyszeli od kupców przybywających z kością słoniową i gumą z Sudanu do Egiptu, że lwy kładą się czasem na drodze karawan, które wobec tego muszą po prostu zbaczać. Lecz tu nie było gdzie zboczyć. Wypadało chyba zawrócić i uciekać! Tak, ale w takim razie było rzeczą niemal pewną, że straszny zwierz rzuci się za nimi w pogoń. Znów zatem zabrzmiały gorączkowe pytania: – Co robić? – Co robić? – Allach! może ustąpi. – Nie ustąpi. I znowu zapadła cisza.
W pustyni i w puszczy, rozdział 21, str. 3 tłumacz przysięgły fragment 20

2008-10-20 11:02:33