W pustyni i w puszczy, rozdział 44, str. 5

302 Drugi nocleg wypadł na gołej równinie. Nie budowano bomy, czyli jak w Sudanie mówią, zeriby, bo nie było z czego. Straż obozową stanowili King i Saba. Była ona dostateczną, ale King, który dostał dziesięć razy mniej wody niż jej potrzebował, trąbił o nią aż do wschodu słońca, a Saba wywiesiwszy język zwracał oczy na Stasia i Nel z niemą prośbą choćby o jedną kroplę. Dziewczynka chciała, by Staś udzielił mu trochę napoju z gumowej, odziedziczonej po Lindem flaszki, którą nosił przez ramię na sznurku, ale on chował te ostatki dla małej na czarną godzinę, więc odmówił. Czwartego dnia pod wieczór pozostało już tylko pięć niewielkich worków z wodą, czyli że na każdego z ludzi wypadało niespełna po pół kieliszka. Ponieważ jednak noce bywają, bądź co bądź,
chłodniejsze od dni i pragnienie mniej wówczas dokucza niż pod
palącymi promieniami słońca, i ponieważ ludzie dostali jeszcze rano
biuro tłumaczeń
po niewielkiej ilości wody, przeto Staś kazał zachować owe worki na
dzień jutrzejszy.
Murzyni szemrali przeciw temu rozporządzeniu, ale
strach przed Stasiem był jeszcze zbyt wielki, więc nie śmieli rzucić
się na ten ostatni zapas, zwłaszcza że stanęło przy nich na straży
dwóch ludzi zbrojnych w remingtony, którzy mieli się zmieniać co
godzinę. Wa-himowie i Samburu oszukiwali pragnienie wyrywając źdźbła nędznych traw i żując ich korzonki, jednakże nie było w nich prawie nic wilgoci, gdyż nieubłagane słońce wypiło ją nawet z głębi ziemi56. Sen, lubo nie gasił pragnienia, pozwalał przynajmniej o nim zapomnieć, więc gdy nastała noc, znużeni i wyczerpani całodziennym pochodem ludzie popadali jak nieżywi, gdzie który stał, i zasnęli głęboko. Staś zasnął także, ale w duszy za dużo miał trosk i niepokoju, by mógł spać spokojnie i długo. Po kilku godzinach rozbudził się i począł rozmyślać o tym, co dalej będzie i skąd wziąć














56
O bezwodnych równinach w tych stronach zobacz znakomitą książkę ks. Le Roy, biskupa Gabonu, pod tytułem Kilima–Ndżaro. wody dla Nel i dla całej karawany, razem z ludźmi i zwierzętami? Położenie było ciężkie, a nawet może i straszne, ale zaradny chłopak nie poddawał się jeszcze rozpaczy. Począł sobie przypominać
wszelkie wypadki począwszy od porwania ich z Fajumu aż do tej
chwili: więc pierwszą olbrzymią podróż przez Saharę, huragan w
pustyni, próby ucieczki, Chartum, Mahdiego, Faszodę, wyrwanie się
z rąk Gebhra, następnie dalszą drogę po śmierci Lindego aż do
jeziora Bassa-Narok i do tego miejsca, w którym wypadł im nocleg
obecnie. „Tyleśmy przeszli, tyleśmy przecierpieli – mówił sobie – tak często zdawało mi się, że już wszystko przepadło i że nie znajdę żadnej rady, a jednak Bóg mi dopomógł i radę zawsze znalazłem. Przecie niepodobna, byśmy po przebyciu takiej drogi i tylu strasznych niebezpieczeństw mieli zginąć w tej ostatniej podróży. Teraz jest jeszcze trochę wody, a ta okolica – to przecie nie Sahara, bo gdyby tak było, to ludzie by o niej wiedzieli.”.

2008-10-27 10:35:41